Wigilijne spotkanie Lubelskiej Blogosfery Kulinarnej

DSC_9162

Pisanie o Wigilii w styczniu być może nie jest na miejscu, ale czasem niestety bywa nieuniknione. Szczególnie w sytuacjach kiedy ktoś regularnie ma opóźnienia, jak ja właśnie. Ważne jednak, że znalazłam chwilę na opisanie tak istotnego wydarzenia jakim z pewnością było spotkanie Lubelskiej Blogosfery Kulinarnej, które odbyło się w połowie grudnia.

Na samo spotkanie oczywiście również się spóźniłam mimo, że było mi o nim trąbione i przypominane co chwila na dwa dni przed. Wszystko za sprawą Joanny, która prawdopodonie podniecona tymże faktem już od środy do piątku stała z pierogami pod jedną ze Stokrotek i wyczekiwała kiedy podjadę. Zajechałam,ale dopiero w piątek. A że piątek to weekendu początek, więc i ruch duży. Tuż przed nami na trasie zdarzył się dość poważny wypadek, więc zmuszone byłyśmy zawrócić. Do Insomni, restauracji w centrum Lublina dotarłyśmy w konsekwencji opóźnione o jakieś półtorej godziny. Nie byłyśmy jednak ostatnie i tym właśnie faktem pocieszam się po dziś dzień.

 

DSC_9170

 

Zdecydowanie mniej pocieszające było jednak to, że kiedy usiadłyśmy do stołu, miałam wrażenie że większość tego co najlepsze, została już zdegustowana. Poczęstunek zaczęłyśmy od, w moim przypadku jedynie spróbowania, rosołu po jerozolimsku, który serwowała nam restauracja. Zupa okazała być się niezwykle postna i tak pozbawiona wyrazu, że nawet zawartość połowy winogrona jej nie dopomogła. Okazało się jednak, że koleżanki zostawiły co nieco dla nas i nie przymarłyśmy głodem. Jak zawsze na takie spotkania jedzenie przygotowujemy same. Każda z nas przyniosła po jednej potrawie i tak zapęłniłyśmy nasz wspólny stół. Ja zdecydowałam się przygotować dietetyczną rybę po grecku z parowaruPyszności jak zwykle była cała masa, przeróżne ciasta, piernik, sałatki, czy pierogowce o wielu nadzieniach. Honor rosołu nieco podratowała herbata w wielkim kubku po brzegi wypełnionym iście zimowymi przyprawami. Herbacianą fanką jednak nie jestem, więc pieśni, lub choćby i wierszy na jej cześć nie będzie. Tak jak i dolewki nie było.

 

DSC_9149

 

Nie było też zdjęć. Przynajmniej tych moich. Na dworze było zimno, obiektyw zaparował po wejściu do ciepłego pomieszczenia, a potem nie było czasu i odpowiedniego światła. Kilka dni wcześniej straciłam też telefon, więc rupieć którego chwilowo używałam nadawał się jedynie do sfotografowania pawia, w którym zakochałam się tego wieczoru. Niestety, ptaszyna musiała zostać w restaracji i pilnować parapetu. Mam nadzieję, że nie zdechła tam biedna z tęsknoty za mną.

Spotkanie okazało się być krótkie, szybkie i niestety zbyt mało owocne. Wiadomo, gdybym się nie spóźniła… Tym razem jednak to nie była moja wina! Mimo wszystko raz jeszcze dziękuję Gosi, Patrycji, Joannie, Juliannie, Marcie, Dorocie, Marlenie, Justynie, Oldze, Edycie i Ani za tych kilka chwil spędzonych razem, oraz za prezenty, które przydały się w ferworze świątecznych przygotowań oraz Ryśkowi za zdjęcia.

 

in