Warsztaty z Russell Hoobbs i kolekcja Illumina

10375727_727851180598573_2145081339_n

   Na warsztatach z Russell Hobbs nie byłam ostatnią spóźnialską, ufff! Choć tym razem wina co do mojego spóźnienia tylko w połowie była moja. Ta druga połowa tej nieszczęsnej winy, oczywiście ta większa, bo jakże by inaczej, należała do mojej nawigacji, która po prostu uwielbia robić mi psikusy. A co do mojej winy to po prostu powinnam była sprawdzić wcześniej gdzie jest studio kulinarne CookUp, bo jak sie okazało po prostu trafiłabym tam bez wspomagania dziko-dzikich urządzeń, a co za tym idzie, dojechałabym szybciej. Wpadłam na miejsce, założyłam fartucha i mimo przeszkód wszelakich zdążyłam załapać się na rozpoczęcie.

               Fot. Russell Hobbs

   Chyba nie byłam tego dnia zbyt dynamiczna, albo może energiczna i ekscentryczna zarazem, bo zanim dobrnęłam do jednego ze stołów przy których gotowaliśmy, nie znalazłam miejsca. Pozostało mi wobec tego w pierwszym momencie oczekiwanie na cud pod postacią drogowskazu, czy tez po prostu odnalezieniu osoby, która prowadziła warsztaty. Udało się! Marta Wajda koordynowała pracę całej niezmiernie licznej grupy. I to właśnie chyba w głównej mierze wyróżniało te warsztaty od tych, na których przeważnie bywałam. Działalismy wg. przepisów i ogólnych wskazówek, ale zupełnie na własną rękę, tym samym tak naprawdę nie mając możliwości np. nauczenia się czegoś nowego, czy tak naprawdę wypróbowania sprzętu Russell Hobbs z kolekcji Illumina. Pozostało mi tak naprawdę tylko podglądactwo z mojej małej perspektywy, oraz oczywiście możliwość robienia zdjęć jako formy nieodzwonej dokumentacji. W tym czasie m.in. wypatrzyłam na jednej z półek wśród innych urządzeń parowar. Niestety nie należy on do kolekcji Illumina a co za tym idzie, nie świeci sie podczas parowania. Szkoda muszę przyznać z ogromną przykrością.  Wobec tego podejrzałam sobie przez chwilkę działania jednego ze świecących blenderów kielichowych. Na każdej z prędkości specjalnie przystosowany pierścień świeci się na inny kolor. Kto lubi takie designerskie rozwiązania z pewnością będzie miał czym nacieszyć oczy.

   W rezultacie co istotne, powstało sporo pysznych dań! Mnie osobiście najbardziej urzekło to co chyba najprostsze, czyli owoce zapiekane pod koglem-moglem. Deser niebywale prosty i świetnie wpasowujący się w obecny letni klimat. Uwielbiam hummus, więc zjadłam go z pewnością sporo. Pesto z liści rzodkiewki było dla mnie nowym odkryciem i z pewnością niebawem wykorzystam przepis. Nie skosztowałam niestety kremu z batatów z dodatkiem soku z pomarańczy a z gazpacho w ogóle zrezygnowałam, bo nie przepadam. Jakby to ująć, nie jestem „zupna”. Skosztowałam za to pięknie wygladającego, różowiutkiego chłodniku z botwiny. Nie mogłam sie oprzeć tym szklaneczkom! Delikatny i orzeźwiający, w sam raz na gorące dni. Były jeszcze szaszłyki z kurczaka- Sate Orob, które zajadałam z chlebkiem pita.

    Warsztaty chyba miały pokazać nam głównie możliwości sprzętu z nowej kolekcji Illumina. Coś się działo  owszem, ale nie do końca z takim przytupem jakiego sie spodziewałam. To chyba coś w stulu dzwonienia w jakimś kościele, ale jeszcze nie wiadomo, w którym. Kwestie organizacyjne to jednak nie wszystko, bo jak już wspomniałam, przygotowane dania były nie tylko pyszne, ale i zdrowe. Ponadto liczebność grupy doskonale sprawdziła się w nawiązywaniu nowych kontaktów towarzyskich a to plus ogromny!