Warsztaty kaszowe Akademii Smaku Bosch. Relacja

IMG_1491.1

Tuż pod koniec marca miałam przyjemność gościc na warsztatach, których tematyka poświęcona była kaszom organizowanych przez Akademię Smaku Bosch. I tu z cyklu historia kołem się toczy, czyli milion pięćset sto dziewięćset perypetii Kariny. F, które musiały się wydarzyć, zanim ta dotarła do Centrum Domowych Inspiracji w Warszawie…W każdym razie dotarła! Spóźniona o godzinę, ale jednak. Oczywiście warsztaty ruszyły beze mnie, wobec czego musiałam bardzo szybko rozeznać się w zaistniałej sytuacji. Nie było trudno, bo mimo iż w kuchni było zdecydowanie więcej aniżeli sześć kucharek- praca była jak najbardziej zorganizowana. Warsztaty prowadzili finaliści pierwszej edycji MasterChef- Mikołaj Rey oraz Maciej Koźlakowski.

 

 

 

 

IMG_1442.1

 

IMG_1459.1

 

IMG_1457.1

 

 

IMG_1461.1

 

 

 

Ekspertką tego dnia była aktorka- Monika Mrozowska, która na wstępie opowiedziała nam trochę o kaszach i ich dobrym wpływie na nasz organizm, zaś później mogliśmy spróbować budyniu jaglanego przyrządzonego z jej autorskiego przepisu. Powracając do sytuacji perypetii tysięcy i jednego poranka, nie miałam niestety przyjemności usłyszeć tego wykładu. Nadrobiłam za to wciągnięciem całej porcji deseru, który w moim  przypadku doskonale sprawdził się jako śniadanie! Budyń był bardzo delikatny w smaku, lekko waniliowy i z dużym dodatkiem chrupiących płatków migdałów. Co istotne, miał dość rzadką konsystencję, ale zupełenie mi to nie przeszkadzało. Jedynym mankamentem jaki znalazłam była kwestia tego, że musiałam zdecydować się na dosłodzenie deseru vel śniadania, cukrem trzcinowym.

 

IMG_1449.1

 

Do tej pory całkiem na bakier byłam z pęczakiem. Wszystko uległo zmianie! Połączenie tej kaszy z burakiem i kiszonym ogórkiem, po prostu sałatka doskonała! Zresztą przepis na nią mogliście w zmodyfikowanej nieco formie znaleźć już na blogu. Prawda prawdziwa jest co prawda taka, że w tej formie najprawdziwszej, w której owa sałatka miała wystąpić na warsztatach, nam się nie ukazała. Uległa kilku modyfikacjom w trakcie pracy. Zresztą jak sie później okazało, nie tylko ona jedna. Takim zmianom nie poddany jednak został łosoś, którego mieliśmy okazję zpróbować na pysznym buraczanym pęczotto podanym z czipsem z jarmużu, a wszystko to skropione olejem rzepakowym. Ryba była doprawdy doskonale doprawiona, wspaniały cytrynowy aromat, jednak z uwagi na to, iż łosoś jest jednak tłusty sam w sobie, dla mnie już nadmiarem była obecność oleju. Danie stało się zbyt ciężkie.

 

IMG_1485.1

 

 

IMG_1500.1

 

 

Tuż pod koniec zajadaliśmy Portobello nadziewane kaszą jęczmienną. Grzyby mimo, iż były zapiekane w piekarniku, pozostały chrupiące, nie straciły swojej struktury, oraz wyglądu. Wszystko to dzięki temu, że były podlane bulionem. Sprytny sposób warty wykorzystania. Portobello doskonale wyglądały oraz smakowały podane ze świeżymi kiełkami.

 

IMG_1444.1

 

IMG_1498.1

 

IMG_1522.1

 

IMG_1519.1

 

 

Zaś na sam koniec, wisienka na torcie, czyli danie w którego przygotowanie miałam bezsprzecznie największy wkład- golas lubelski. Zupełny przypadek sprawił, że znalazłam się własnie przy tym stanowisku, gdzie zabrano sie do przygotrowywania tejże potrawy. Dobrze, że nie byłam sama, bo nie wiem, czy bym podołała! Golas jes tak naprawdę bardzo prosty w przygotowaniu, największym problemem jest chyba mieszanie, które w moim wykonaniu możnaby nazwać iście poetycko, czyli coś w stylu:”Rozdziobią nas kruki i wrony”. Cały kurnik by się przy mnie najadł! Koniec końców a w zasadzie to jeszcze przed nastaniem końca ostatecznego, stwierdzić trzeba , że chcąc nie chcąc golas towarzyszył mi w nim nieprzerwanie jako element dekoracji mojego buta… Uczucie średnio komfortowe powiedziałabym, ale cóż zrobić?! W tamtym momencie pozostało mi tylko spróbować przygotowanej przez siebie potrawy. Golas swoim smakiem przypomina znane, dość powszechnie spotykane nadzienie do pierogów z kaszą gryczną. Zresztą, od tego właśnie pochodzi jego nazwa- mamy tu do czynienia jedynie z farszem pozbawionym ciasta. Moim zdaniem to dość ciekawe rozwiązanie, dietetyczne, które ponadto możemy urozmaicić choćby ciekawymi sałatami. Co prawda na warsztatach został nam sprezentowany również bekon…ale raz na jakiś czas to przecież nie jest grzech!

Czas w Centrum Domowych inspiracji minął niezwykle szybko. Praca przebiegała w sposób zorganizowany i dobrze zaplanowany, co podkreślam z uwagi na zaledwie dwóch prowadzących, a naprawdę liczną grupę osób, która brała udział w warsztatach. Ponadto smacznie, śmiesznie i zdrowo, to niezaprzeczalnie!

 

IMG_1430.1

 

2015_03_27_AKADEMIA_SMAKU_BOSCH_Kasza_big-127.1

 

IMG_1474.1

 

2015_03_27_AKADEMIA_SMAKU_BOSCH_Kasza_big-224.1

 

2015_03_27_AKADEMIA_SMAKU_BOSCH_Kasza_big-143.1

* Część zdjęć dzięki uprzejmośći Akademia Smaku Bosch.