Tydzień kuchni włoskiej.Relacja z warsztatów z Lidlem

DSC_7249

Dzisiaj czuję łamanie już nawet w dłoni. Jestem permanentną nosicielką grypy, czy też innego ustrojstwa o tymże charakterze. Męczy mnie to już dobre pół roku i nie wiem czy zamęczy, czy przejdzie. Jakby nie było- opcje są dwie, na którąś paść musi. W każdym bądź razie dążę dzisiaj do tego, że z tą właśnie oto namiastką bliżej nieokreślonej choroby dostąpiłam dokładnie tydzień temu nie lada zaszczytu jakim było gotowanie z samym Karolonem Okrasą.

Na warsztaty Lidla kuchni włoskiej „Amore Mio” pognałam, wyobraźcie sobie…na tyle wcześniej, że na miejscu byłam na kwadrans przed ich rozpoczęciem! To co najmniej jak na egzamin magisterskim w moim przypadku. Także odnotujcie ten fakt, bo to chyba jedna może z co najwyżej pięciu sytuacji w moim życiu, na które nie przybyłam z opóźnieniem.

 

DSC_7153

DSC_7150

DSC_7168

DSC_7216

 

Tym razem naprawdę cieszę się bardzo, że zaczęłam gotować ze wszystkim o czasie. Nic mnie nie ominęło. Zaczynając od dobrej zabawy a kończąc przede wszystkim na sporej dawce wiedzy teoretycznej jaką przekazał nam sam szef. Muszę przyznać, że choć kuchnia włoska wydaje się być prosta, to szybko okazuje się jednak, że wszystkie składniki należy umiejętnie ze sobą połączyć, by uzyskać pożądany, a nie przekombinowany efekt.

 

DSC_7374

DSC_7580

DSC_7443

 

To co najważniejsze- nie było spaghetti. Nie było, bo nie starczyło nam czasu na ostatnie danie jakim miał być makaron z sosem Carbonara. Zdołaliśmy jednak przyrządzić w naszych trzyosobowych teamach dwie inne przepyszne potrawy. Zaczęlismy od medalionów wołowych podanych na Peperonacie, do których zrobiliśmy wspaniałą Caponatę i pastę z suszonych pomidorów. Osobiście zdecydowałam się na krwiste kawałki mięsa. Dzięki temu dostałam od samego prowadzącego warsztaty- Karola Okrasy, aż dwa solidne kawałki, które zostały przez niego precyzyjnie związane sznurkiem. Sprawiło to, że moje medaliony osiągnęły idealny stopień wysmażenia, oczywiście po wcześniejszym ich zamarynowaniu. To co najważniejsze, zarówno do mięsa jak i żadnej innej potrway, którą przygotowywaliśmy podczas warsztatów, nie użyliśmy ani grama soli. Królowały tylko i wyłącznie świeże zioła, oleje i oliwy, oraz naturalne przyprawy. A dalej już była tylka Saltimbocca z łososia i risotto Milanese z mascarpone i pesto bazyliowym. Łosoś okazał się być niezwykle prosty w przygotowaniu a do tego po prostu pyszny. Mimo, że risotto nie było i nadal nie jest moją ulubioną potrawą, to już wiem jak przyrządzić je w sposób prawidłowy.

Mimo, że zdołaliśmy wykonać tak naprawdę jedynie dwa dania to warsztaty trwały- sama nie wiem ile czasu. Pochłonęły mnie kompletnie! Chyba po raz pierwszy od samego początku do końca brałam czynnie udział w tym co się dzieje i z przyjemnością słuchałam kucharza, który je prowadził. Zresztą, widać to nawet po zdjęciach, a konkretnie po ich braku. Zdołałam zrobić zaledwie kilka fotek, reszta pochodzi od organizatorów.

Włoski tydzień w Lidlu trwa! Tym razem jest on dwutygodniowy, więc moja nieco opóźniona relacja jeszcze jak najbardziej łapie się w czasie. Co więcej, mam nadzieję że i ja się załapię, bo przecież sama nie zdołałam dotrzeć do sklepu, by zaopatrzyć się w przysmaki, na które mam chrapkę gdyż jak już wspomniałam- konam pod pierzyną. Chrapkę miałam też na wiertarkę, co prawda to ponoć z innej oferty ,ale jako kobieta niezależna powinnam mieć w posiadaniu takie właśnie narzędzie. Może nie koniecznie w kuchni, ale…pod łóżkiem? Zatem kto nie zdążył jak ja w tym tygodniu zrobić zakupów, ma jeszcze szansę. Od poniedziałku 25 stycznia rusza kolejny tydzień włoski. A wtedy na pewno zrobię atak na jakieś włoskie słodkości i jeśli nie będzie już wiertarek to na akumulatorowy wkrętak rewolwerowy!

 

miensko1

miensko2

IMG_4701.1

2015-12-22.1