Sezon na bikini. 7 zasad na 7 dni i 7 tygodni.

bikini-377488_1920

Babska rozprawa nad urodzinowym tortem. Standardowa wymiana poglądów na tematy dobrze nam wszystkim znane, czyli między innymi o tym jak rozmiar majtek i stanika może wpłynąć na nasze życie. Zachowując powagę sytuacji i przygotowując się do tego co spotka Cię za chwilę, możesz swobodnie odłożyć nadgryzione ciastko.

– A wiesz, podjechałam dzisiaj po pracy do sklepu. Tak sobie pooglądać co za nowości mają.                                                                                                    Opowiada przyjaciółka przegryzając kolejny kęs tortu.

– No i co tam?  Wypatrzyłaś coś?

Pytam kończąc swoją porcję urodzinowego ciasta.

– Ach, szkoda gadać! Kostium słuchaj, bikini znaczy. Wiesz, nie takie zwykłe, tylko takie seksowne. Po prostu cudo!                                                                 I tutaj pojawia się kilkuminutowy monolog będący opisem tego jakże wspaniałego stroju…

– No rozumiem. Znaczy nie, nie rozumiem…Skoro ci się tak podobało to dlaczego go nawet nie przymierzyłaś?                                                                           Pytam dociekliwie.

– Bo pomyślałam, że i tak nie będzie pasować. Wiesz przecież jaką mam budowę! Nie dość, że tyłek nie jest wprost proporcjonalny do biustu to do tego jeszcze ten brzuch…Niby coś ćwiczę, ale te efekty- jakieś takie marne. No powiedz, co tu robić?!

I w tym momencie zniknęła resztka tortu z talerzyka koleżanki.

– Słuchaj! Na początek to chyba jednak warto byłoby przymierzyć to bikini żeby w ogóle wiedzieć, czy ono naprawdę jest takie wspaniałe jak mówisz. Po drugie, póki tego nie zrobisz, nie będziesz wiedzieć jak leży i w rezultacie co z tym brzuchem. Czy co tam uważasz za ten swój kompleks. A po trzecie to do lata została jeszcze chwila, więc nie ma co się martwić. Jeśli zabierzesz się do działania w tym momencie, z pewnością zdążysz!

 

Urodziny, szczególnie te n-te, mogą okazać się momentem niezwykle depresyjnym w życiu kobiety. Prawdę mówiąc – każde mogą. Co tu dużo gadać, nie jedna sytuacja może doprowadzić do takiego samopoczucia, co przeważnie kończy się zagryzaniem bóli wszelakich ciastkiem, tortem lub czymkolwiek, co tylko osłodzi życie, choćby na jedna krótką chwilę. W rezultacie jednak może nas to z sukcesem zawieźć do punktu, gdzie napotkamy wiele przemyśleń i rozważań pędzących ruchem jednostajnie przyspieszonym w stronę tematu, który najprościej rzecz ujmując- związany jest ze zgubieniem nadprogramowych kilogramów i centymetrów, które pojawiły się po kilku takich meetingach, i kilkunastu zjedzonych ciastkach. Szczególnie takie pomysły dopadają zazwyczaj w momentach kiedy pogoda już z lekka letnią bryzą powiewa, rzec by się chciało.

Sezon w pełni? Zamiast tracić głowę i zagryzać problem kolejnym słodkim smakołykiem, można popaść w innego rodzaju skrajność – „dietę cud”, która omami Cię wizją utraty tego co zbędne w miesiąc, a najlepiej w tydzień i co najważniejsze, odmłodniejesz o dwadzieścia lat, więc na liczniku będziesz mieć wspaniałą dziesiątkę. Może i tak, ale jeśli już to co najwyżej dodatkowych kilogramów, które ze zdwojoną mocą nadrobisz po zakończonej diecie. Sztuczki, cuda i wróżki być może istnieją, ale nie dają gwarancji  na uzyskanie upragnionej sylwetki. Nie osiągniesz jej też na tydzień przed wakacjami, ale być może po kilku tygodniach stosowania się do pewnych zasad, które bynajmniej dietą nie są. Będziesz mogła przymierzyć wymarzone bikini, a nawet je kupić i zdecydowanym krokiem, bosą stopą wejść na piaszczystą plażę.

 

Na zmianę nawyków żywieniowych, czy choćby wprowadzenie niewielkich modyfikacji w zakresie swojego dotychczasowego jadłospisu, zawsze jest odpowiedni moment. Wobec tego nie ma na co czekać do jutra, do weekendu, czy może do poniedziałku. Zacznij w tej chwili, już, zaraz! Wszelkie zmiany wprowadzaj jednak powoli. Potraktuj to jak wycieczkę, która w rezultacie może okazać się całkiem ciekawą podróżą, z której wcale nie będziesz chciała wracać. Na początek przyjmij kilka zasad, które pozwolą Ci wprowadzić w życie prawdziwe zmiany żywieniowe.

 

1) Nie rezygnuj z przyjemności

Odstaw słodycze. Nie rezygnuj jednak ze słodkich przyjemności. Do słodzenia możesz przecież używać ksylitolu, stewii, syropu z agawy, czy miodu. Pamiętaj jednak, że biały cukier często bywa składnikiem, który kryje się w wielu produktach spożywczych – czytaj etykiety. To samo zrób z solą. Nie korzystaj z niej podczas gotowania np. makaronu, kaszy. Zdecydowanie mniej soli zużyjesz posypując gotowe danie do smaku, na talerzu. Postaw na bogatszą w błonnik oraz inne wartości odżywcze mąkę pełnoziarnistą, rezygnując tym samym z białej pszennej, lub redukując ilość jej spożycia.

 

2) Pamiętaj o węglowodanach

Wybieraj węglowodany złożone, dzięki którym będziesz mieć energię do działania na dłuższy czas. Jako dodatek do obiadu wybieraj ryże, kasze, jak również ziemniaki, szczególnie te gotowane na parze.

 

3) Aktywność fizyczna

Oczywiście wspaniale byłoby od razu przebiec maraton, ale bądźmy realistami. Aktywność fizyczna to niejednokrotnie ostatnie o czym marzymy, a szkoda! Nie podejmuj wysiłku, który jest ponad Twoje siły. Szczególnie na początku. Zanim pobiegniesz w maratonie, możesz zacząć od spacerów po okolicy. Zapisz się na fitness, zumbę, czy cokolwiek innego, co może okazać się dla Ciebie atrakcyjne. Wybierz tylko grupę dostosowaną do Twoich możliwości i zaczynaj!

 

4) Wybieraj zdrowe tłuszcze

Nienasycone kwasy tłuszczowe znajdziesz w oliwie z oliwek, którą możesz dodać do swojej ulubionej sałatki, ale również w naszym rodzimym oleju rzepakowym. Pamiętaj też o jedzeniu ryb, szczególnie tych morskich, których niestety jak wskazują badania, jest zdecydowanie zbyt mało w naszej diecie.

 

5) Prosto i przyjemnie

Pamiętaj, że nie jesteś na diecie. Jedzenie ma być Twoim sprzymierzeńcem, nie wrogiem. Zrezygnuj z produktów przetworzonych na rzecz tego co proste. Artykuły zawierające wszelkie sztuczne dodatki zastąp tymi naturalnymi. Nie kupuj gotowych przekąsek, oraz produktów instant. Zamień je na porcję warzyw, czy owoców.

 

6) Zadbaj o psyche

Masz czas na działanie, musisz znaleźć czas na odpoczynek. Warto poszukać takich metod i rozwiązań, które pozwolą Ci się zrelaksować, ale najlepiej w sposób aktywny dla Twojego umysłu. Zrób listę książek, które już dawno miałaś ochotę przeczytać, zacznij rozwiązywać sudoku, lub po prostu spotkaj się z przyjaciółmi, by porozmawiać na interesujące tematy.

 

7) Pij wodę

To zdecydowanie jeden z ważniejszych punktów naszego dnia! Codziennie powinniśmy wypijać minimum 2,5 litra wody. Co istotne, wszelkie napoje słodzone, gazowane, oraz barwione nie są mile widziane, wręcz nie pożądane. Pamiętaj, że do wody możesz dodać plasterek cytryny, czy listek mięty dzięki czemu uzyskasz orzeźwiający smakowy napój.

 

7 zasad (1).12

 

Jeśli czujesz, że wprowadzenie w jednej chwili wszystkich zasad może być dla Ciebie zbyt dużym wyzwaniem to rozłóż tą przygodę na raty. Wszystkich punktów jest siedem, czyli dokładnie tyle ile dni tygodnia. Wprowadzaj je wobec tego po kolei, dzień po dniu. Nie musisz również działać według podanej kolejności. Jeśli któraś z zasad wydaje Ci się być zbyt trudna do spełnienia na początek to odłóż ją na któryś z kolejnych dni.

Trudno Ci się zdecydować od czego zacząć? Zrób losowanie! Pamiętaj jednak, by wszystkie z nich wprowadzić w przeciągu jednego tygodnia i stosować w kolejnych. Całą podróż możesz wydłużyć na kolejne tygodnie, ja proponuję by było ich siedem. Żebyś się nie pogubiła, na każdy z nich wyznacz sobie jedną przewodnią zasadę, na którą będziesz kłaść szczególny nacisk. Wydłużenie czasu trwania w siedmiu zasadach pomoże Ci – po pierwsze dotrwać do momentu kiedy zauważysz, że przynoszą one widoczne efekty, czyli lepsze samopoczucie, satysfakcję z faktu, że udaje Ci się spełniać kolejne punkty, aż wreszcie – ten najbardziej upragniony, czyli moment kiedy zdecydujesz się założyć bikini. I nie ważne, czy w końcu kupisz to z najnowszej kolekcji, czy ubierzesz to z zeszłego sezonu. Tak naprawdę efektem, na który czekasz jest po prostu Twoje świetne samopoczucie i pewność siebie! Już wiesz do czego dążysz…?

 

Zapraszam do przeczytania tego artykułu w jego oryginalnej-nieco bogatszej wersji, którą to znajdziecie w letnim wydaniu Magazynu Aromat na 77 stronie.