Podsumowanie minionego ekscentrycznego 2014 roku i plany na kolejny!

IMG_6619.1

   Rok temu po raz pierwszy w swoim rudym żywocie zdecydowałam się na podsumowanie swojego kawałka życia, konkretnie 365 przemijających właśnie dni i tym samym na wysnucie pewnych wniosków i zrobienie planów. Jak wszyscy jednak wiemy, życie bywa dość nieprzewidywalne i trochę pokomplikowało pewne sprawy. W każdym razie nadal jestem sobą, czyli wciąż się spóźniam zawsze i wszędzie…nic nie pomogło!

   Tablicy korkowej, na której miałam zawieszać wszystkie plany i rozpiski, nie kupiłam. Miałam dostać w prezencie, ale wyszło jak wyszło, czyli po prostu się nie doczekałam. Udało mi się jednak całkiem wcześnie, bo już w październiku zakupić kalendarz na właśnie kończący się rok, w którym skrupulatnie zaczęłam notować wszystkie moje plany. Uratował mi życie! Wydarzeń i zdarzeń w ostatnim okresie czasu było doprawdy dość dużo, jak na mnie nawet chyba bardzo dużo. Obawiam się, że poniekąd nie przemyślałam do końca biorąc na siebie tyle obowiązków, ale…raz się żyje! I najgorsze co mogło mnie spotkać to wyczerpana bateria w zegarku! Oczywiście nie mam czasu jej wymienić, może w przyszłym roku, choć póki co kalendarz, który jeszcze nie istnieje, już jest zapełniony! Najistotniejsze jednak pozostają tutaj jednak sprawy stricte blogowe i to na nich się skupmy. Zatem powiadam Wam, że największą ochotę w mijającym roku mieliście na Truskawkowy wegański budyń bezglutenowy z parowaru. Przepisów na bezglutenowe słodkości, oczywiści takie bez cukru pojawiło się trochę więcej i wszystkie one cieszyły się dużym powodzeniem. Wobec tego nie mam innego wyjścia jak dostarczać Wam w miarę swoich możliwości kolejnych, nie zapominając oczywiście o tych wytrawnych jak np. na Dynię piżmową wypychana indykiem curry z parowaru.

    Nadal preferujecie przepisy proste i szybkie w wykonaniu, czyli również to co i ja lubię najbardziej. Szczególnie teraz kiedy moja doba zaczęła się kurczyć a ponadto przestałam dysponować wolnymi weekendami. Praca i dwa kierunki studiów, mocom wszelakim dziękuję, że już tylko podyplomowym, zapełniły mi terminarz solidnie. Mam nadzieję, że po Nowym Roku sytuacja się odrobinę ustabilizuje, bo czasami a raczej dość często, jest mi ciężko pozbierać się do kupy. Staram się, by życie studenckie również nie odbiegało od normy, która już jednak od niej dawno odbiegła, wobec czego usiłuję je lekko zdestabilizować, by nie umrzeć z nudów. Na początku roku nie musiałam się o to martwić. Nie wiem, czy pamiętacie, ale miałam przyjemność wziąć udział w bardzo fajnej przygodzie kulinarnej jaką był Food Camp. Mnóstwo wspaniałych wspomnień, do których z przyjemnością wracam po roku i przyznam, że z jeszcze większą wróciłabym w tamto miejsce, by móc przeżyć to wszystko raz jeszcze.

   Co do warsztatów kulinarnych, w których uczestniczyłam w ubiegłym roku to z pewnością warto wspomnieć o tych, gdzie gotowałam na boso…

   Wspomnień z blogo-spotkań i innych takich tam jest całe mnóstwo. Zawsze najlepsze i niepowtarzalne to te z fotobudki…

   Były też spotkania nieco poważniejsze…

   I czas na relaks, oczywiście z nieodzownym ekscentrycznym parowarem!

  

 
 
   Było też trochę spotkań blogerskich, które odbyły się w nieco mniejszym gronie. Lubelscy blogerzy kulinarni w minionym roku powoli zaczęli się rozkręcać i mam nadzieję, że w końcu zechcą ze sobą współpracować. Spotkaliśmy się m.in na drugiej odsłonie Pikniku Smakoszy, na który porządnie się spóźniłam i który troszkę popsuty nam został przez pogodę. Później kilkukrotnie mieliśmy przyjemność widzieć się na spotkaniach degustacyjnych w kilku z lubelskich restauracji, a na sam koniec dzieło zostało zwieńczone Pierwszą Wigilią Lubelskich Blogerów Kulinarnych. Oby te spotkania miały swój ciąg dalszy. Mam taką nadzieję, choć chyba wole jednak w to wierzyć, bo ponoć nadzieja to matka głupich, czy jakoś tak.
 
 
 


      W minionym roku powstał również ekscentryczny Instagram. Miejsce, które jest dopełnieniem blogowej treści, jego równoległym życiem. Czyli szczególnie a raczej przede wszystkim i w zasadzie tylko i w ogóle jeśli chodzi o tematykę zdjęć. Wobec czego najprościej mówiąc, jeśli nie możesz znaleźć mnie na blogu, szukaj tam! Mam nadzieję, że nie uciekniesz na widok selfie, których trochę się tam pojawiło. Mam nadzieję, że nie przesadziłam z ich ilością i że udało mi się co nieco wytłumaczyć ich istnienie na Konferencji „Wokół ciała”, gdzie poruszyłam właśnie tematykę tego typu zdjęć. Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się kontynuować projekt i co więcej i zacząć go realizować.

   Tym samym mam nadzieję, że studia mi jedynie pomogą a nie przeszkodzą  w realizacji moich planów. A jest ich sporo i chyba muszę je zacząć jakkolwiek spisywać żeby nie zaginęły w światoprzestrzeni. O studiowaniu psychodietyki marzyłam już od dawna. Udało się! A teraz nadchodzi czas na podjęcie kilku kolejnych ważnych kroków, w tym tych, które nieco odmienią ekscentrycznego bloga. Pod koniec roku zaczęłam już podejmować takie próby, ale byłam tak nieskoordynowana, że odłożyłam tą kwestię na ten nowy. Mam nadzieję, że już za moment uda mi się powrócić do tej sprawy. Trzymajcie kciuki!

      I na koniec warto też wspomnieć o Blogowigilii, która w tym roku odbyła się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Jak dobrze, że już miałam ferie i mogłam się pojawić. Mogę napisać tylko tyle, że naprawdę szkoda, iż wieczór wigilijny trwa zaledwie kilka godzin i zdarza się jedynie raz w roku. Impreza przyciągnęła ok. 500 blogerów z całego kraju, więc mimo najszczerszych chęci rozmowa ze wszystkimi była niemożliwa. Mimo to, mnóstwo pozytywnych emocji, poznanych ludzi i cudownych wspomnień!
 
 
 
 


    

    Plany na Nowy Rok postanowiłam spisywać sukcesywnie. Jak dla mnie to chyba najlepsza metoda. W ten sposób nie będę rozczarowywać samej siebie, że nie podołałam, nie dotrzymałam terminu. Są też marzenia, ich nie muszę zapisywać. Wierzę mocno, że się spełnią, ale żeby tak się stało będę robić wszystko, by tak się stało. Masło maślane!

    A Wy robicie podsumowanie roku, który mija? Planujecie to co wydarzy się w nowym? A może mieliście typowe postanowienia noworoczne, które umarły śmiercią tragiczną już pierwszego stycznia? Piszcie, piszcie!