Podsumowanie ekscentrycznego 2013 roku i plany na przyszłość :)

warsztaty-3

  Nadszedł czas podsumowań, tych całorocznych. Jak często je robimy, tego nie wiem.Wiem jednak, że ja chyba robię je po raz pierwszy. Mam nadzieję, że… No własnie! Mam nadzieję, że to podsumowanie ułatwi stworzenie mi pewnych konkretnych planów na ten nadchodzący rok. Tego też nigdy nie robiłam w sposób taki konkretny, wobec tego może warto podjąćtakie wyzwanie i zobaczyć na ile jedno z drugim będzie miało jakiś związęk.

 Postarałam sie jak najbardziej skrótowo, w zdjęciach przedstawić Wam to co wydarzyło się na blogu w minionym roku. Fotek mam całe mnóstwo, ale wybrałam te najciekawsze i posklejałam tematycznie.Zapraszam Was wobec tego do obejrzenia tych migawek :)

Było warsztatowo, szkoleniowo i konferencyjnie…

 

Blogowo- spotkaniowo…

Trochę medialnie…

    Na 99% wszystkich spotkań i wydarzeń oczywiście sie spóźniłam. Długość mojego opóźnienia jest wprost proporcjonalna do drogi jaką muszę pokonać, żeby pojawić się w danym miejscu. Wobec tego największe spóźnienia odnotowałam na imprezach, które miały miejsce w Warszawie, czy Lublinie. Zjadałam przeważnie jakieś dwie godziny, tak było np. ostatnio kiedy pędziłam z rybką na Blogowigilię 2013. Zdarzyło mi sie jednak pojawić o…1,5 dnia później! Wówczas zagubiona w świato-przestrzeni dotarłam na dwie ostatnie prelekcje podczas MediafunLab. Na Blog Forum Gdańsk nie pojawiłam sie wcale, bo zaledwie kilka dni wcześniej broniłam pracę dyplomową i mając ten fakt na uwadze, przewidziałam swoje ewentualne spóźnienie, więc nie wybrałam się w ogóle. I taka to robota! Tak jak juz wspomniałam, że czym dalej tym spóźnienie mniejsze, mogłam spróbować i zaryzykować, bo jak mawia mama:”kto nie ryzykuje ten dwa razy traci!”. Raz zaryzykowałam, dokładnie i wybrałam się na Pogaduchy Blogerów do Wrocławia. Zimno, ciemno i do domu daleko a ja… na czas! Ciężko jest żyć ze świadomością, że ten czas właśnie nie jest Twoim sprzymierzeńcem. I jeszcze trudniej jest mi to zmienić. Tylko, czy ja w ogóle podjęłam jakąkolwiek próbę, by wykaraskać się z tego problemu? O zgrozo, nawet czaso-czasomierz w parowarze mi się oberwał i nie żyje! Same tragedie niczym kłody pod nogi są mi rzucane i nie dają możliwości wybrnięcia z tej czaso-przepastnej otchłani. Tabletkami się tego chyba nie leczy, bo bym juz zapewne usłyszała o takiej mozliwości w TV chociażby. Nie wiesz jak, ulecz się sam! I tu dochodzimy do jednego z moich najważniejszych założeń noworocznych jakim jest…zakup tablicy korkowej, na której bedę mogła przywieszać sobie plany dni,rozpiski tygodni i wszystkiego co tylko się da. Żadne pikanie i przypominanie w telefonie, tylko widoczny plan strategiczny mojego życia, który pomoże mi przynajmniej w znikomym procencie wykaraskać się z syndromu człowieka zagubionego w otchłani bezmiernego czasu. A kiedy już to wszystko mi sie uda, powiedzie tak jak mi sie marzy, będę mogła wstawać niczym skowronek o poranku, myśleć rześko, realizować plany, gotować, parować i cieszyć Was większą ilością przepisów na blogu! 

             Co do przepisów to najczęściej czytywanymi przez Was w minionym roku były:

           
                                                             Sznycel z indyka na parze z brokułami

                                               Ziołowo- czosnkowe ziemniaczki z parowaru

                                                                               Kuciak curry na parze

    Wnioskuję zatem, że szukacie tutaj przepisów na dietetyczne obiadki to po pierwsze, a po drugie dajecie się skusić ku moim eksperymentom, bo niezwykle często sięgaliście na stronę z przepisami na ciasta gotowane na parze łakomczuszki :) Wśród Was są osoby, które pragną zgubić kilka nadprogramowych kilogramów. Są również i takie, które mają problemy z jedzeniem i poszukują na blogu przepisów na lekkie dania, które pomogą im niejednokrotnie przetrwać trudny dla nich czas. Z pewnością będę chciała usystematyzować wpisy. Trochę dla Was popisać, co chodziło mi po głowie już od dawna, ale ciągle…nie było czasu! ;) Domyślam się, że może mi to zająć trochę czasu, o którym tu ciągle mowa, ale ważne że w mojej głowie powstaje już jakiś plan działania. Bardzo chcę go wdrożyći odświeżyć nieco ekscentrycznego, oczywiście tak szybko jak tylko będę potrafiła to zrobić.

   Przyznam, że sporą inspiracją dla mnie jesteście WY :) Bez Was ciężko byłoby mi mknąć dalej i robić to co robię. W minionym roku w mojej skrzynce mailowej pojawiało się coraz więcej ciekawych i inspirujących wiadomości od Was, a pod postami pojawiały się równie miłe komentarze. Zerknijcie na kilka z nich:

 

  Często trafiacie na Ekscentrycznego zupełnie przypadkiem i postanawiacie zostać, co mnie niezwykle cieszy. Pod koniec roku blog skończył dwa latka, ale z braku czasu i mnóstwa podejmowanych w owym czasie przeze mnie innych ważniejszych niestety działań, rocznica ta przeszła bez echa, czego niezwykle żałowałam. Założyłam też ekscentryczny kanał na Youtube i zamieściłam tam „aż” trzy filmiki! Technicznie niezwykle daleko im do ideału. Są raczej spontaniczne, a w zasadzie to z pewnością są, bo chyba gdybym miała stworzyć scenariusz i działać wg. jakiegoś schematu, to jeden taki filmik powstawałby dwa lata. Póki co czekam aż nadejdzie cud z nieba i kuchnia moja w jakiś nadprzyrodzony sposób przejdzie samooczyszczenie niczym jogin w świątyni buddyjskiej,czy jakoś tak. Wówczas będę mogła spokojnie nagrywać film za filmem, o tak! A Wy będziecie mogli podziwiać jak sprytnie przekręcam czaso-czasomierz, którego brak w moim parowarze, od tak jednym ruchem…noża :)

       Chciałabym jeszcze wspomnieć o kilku innych ważnych wydarzeniach jakie miały miejsce w moim życiu w przeciągu mijającego roku. Przeważnie były to jakieś sytuacje spontaniczne tak jak nagły wyjazd pod namiot zakończony wizytą w Radio, czy też uświadomienie sobie, że wszystkie produkowane kable rozruchowe są tak krótkie, że za krótkie, a do tego, by można było ich użyć należy założyć kask i zasłonić oczy, żeby nie widzieć tego, że… nie pasują? :)  Człowiek uczy się przez całe życie i całe swoje życie zdobywa nowe doświadczenia. Miniony rok mnie osobiście nauczył cieszyć się z małych i prostych rzeczy, których często do tej pory nie dostrzegałam. W swojej spontaniczności udało mi się jak widać znaleźć na nie czas i to jest wspaniałe. Polecam wszystkim, którzy do tej pory nie mieli okazji :)

Pierwszy raz od 18 lat spędziłam noc pod namiotem i nie umarłam!

Zjadłam różową watę cukrową raz jeden jedyny, bo miałam zły humor. Nie pomogło.

 Cieszyłam się widokiem borówek rosnących na krzaku.

 Po wielu latach wreszcie udało mi się po raz pierwszy trafić do warszawskich Łazienek.

  Zajadłam tłuste i tuczące czipsy siedząc po turecku na chodniku.

  Uczyłam znajomych jak z sukcesem posługiwać się aparatem fotograficznym podczas konsumpcji popcornu ze straganu.

   Jadłam zanim zrobiłam zdjęcia na bloga :)

Umierałam ze strachu przed pierwszą konfrontacją moich parowarowych smakowitości z Wami :)

   Czasem robiłam coś a wychodziło coś innego!

  Po wielu latach odkryłam tej jesieni, że w moim ogrodzie rosną najpyszniejsze winogrona. Zjadłam wszystkie!

  Nie sprzątnęłam kaloszy z tarasu na zimę, dając tym samym dach nad głową kilku rodzinom pająków.

   Uczyłam się!

    Kupiłam sobie w prezencie na mikołajki kubek i ani razu nie wypiłam z niego kawy, herbaty zresztą też nie!

   Robiłam czasem listę zakupów przed wyjściem do sklepu po czym zapominałam, że mam ją w torebce…

Kupiłam o dwa razy za krótkie kable rozruchowe, których ponadto nie można używać bez uprzedniego zasłonięcia twarzy i oczu…

                                                                                         

       

                                   

  I w tym roku minął rok odkąd nastawiacz czasu w moim parowarze został mi w ręku :)

     Plany na nadchodzący rok?

  Wdrożenie planu działania najwcześniej z upływem pierwszego tygodnia Nowego Roku. Dlaczego? Pierwszy stycznia to najgorszy z możliwych dni do wprowadzania nowego planu życiowego. Jeżeli też chcesz coś zmienić w swoim życiu zdecyduj się na metodę „małych kroków”. Oczywiście nie za małych ;) Krok to krok, jeden za drugim. Zasadniczo następują one po sobie sukcesywnie i pozwalają nam dążyć do upragnionego celu. Ja mam zamiar uporać się z czasem a raczej z jego permanentnym brakiem! Później będzie łatwiej… Cała reszta moim problemów a przynajmniej spora większość kręci się tak naprawdę w okół tego jednego, upsss :) Szczerze mówiąc to już czekam na ten pierwszy stycznia. A nie, przepraszm! Minimum na 7, czy 8my żeby coś zaczęło się wreszcie dziać w moim życiu. Już robię sobie taką wizualizację jak biegnę, wiatr we włosach, wpadam do Empiku,czy innego takiego, dopadam półkę i biorę tą tablicę korkową i stertę karteczek i trzy długopisy w zapasie! Potem dalsze plany, czyli rozpiska godzin snu i czuwania z uwzględnieniem pracy z przerwami włącznie i tak póki nie nauczę się działać wg. schematu iście człowieczego. Wobec tego pierwsze przepisy na blogu pojawią się z pewnością jeszcze w pierwszym tygodniu, ale na konkretniejsze konkrety  poczekajcie tydzień aż się ustatkuję i żyjąc wg. mojego schematu działania będę mogła dzielić się z Wami moimi myślami, radami, czy czymkolwiek innym!


  Życzę Wam w nadchodzącym Roku mnóstwa miłości i samych pyszności, bo to najważniejsze! I kupcie sobie porządny czasomierz, nie to co ja, jakiś chiński bubel ;)

  


  • Cóż za rok! Ile się działo! Wszystkiego naj w nadchodzącym, niech spełnią się Twoje ekscentryczne marzenia i plany! Uściski:)

    • Dziękuję!! :) Ja również raz jeszcze życzę wszystkiego dobrego :)