Odetchnij! Święta.

IMG_4292.1

Pod koniec października na próżno szukać w sklepach słoików na przetwory. Możesz narobić tonę dżemów i hektolitry soków, ale sezon na ten asortyment wówczas jest już zakończony. Możemy zaopatrzyć się za to w tiry wypełnione dyniami, świecące tasaki czy zęby Draculi. Ale i te produkty na półkach marketów szybko wymieniane są na znicze, setki, czy nawet tysiące różnorodnych- w tym takich na baterie, czy już może nawet i zasilanych energię kosmiczną, kto to wie?! Człowiek ledwo się obejrzy, kiedy pod swoimi drzwiami na wycieraczce znajdzie stertę gazetek promocyjnych. Niby jak co tydzień – z tą jednak różnicą, że tym razem przepełnionych choinkami, bombkami, konikami na biegunach i czekoladowymi Mikołajami. Nie zdążysz dobrze odetchnąć jesiennym powietrzem a zimowe oferty, których głównym hymnem od wielu lat niezmiennie pozostaje „Last Christmas”, zaatakują Cię niczym najmniej oczekiwana sraczka w trakcie wymarzonych wakacji na Bahamach.

Sezon przedświąteczny jak i same święta Bożego Narodzenia serwują nam nie lada stres i dość naturalne jest to, że nie chcemy się pchać w obszary, gdzie liczba stresorów, czyli czynników go powodujących jest istotnie większa. A takim obszarem, ku być może zaskoczeniu, co niektórych, są właśnie święta Bożego Narodzenia, które znalazły się na jednej liście stresorów o średnim nasileniu z takimi wydarzeniami jak: śmierć współmałżonka, rozwód, separacja, kara więzienia, śmierć bliskiej osoby, zawarcie związku małżeńskiego oraz utrata pracy.

Niektóre z nich wydają się być jak najbardziej pozytywne, w tym również niby nasze upragnione święta (no właśnie, niby, bo jednak widnieją na jednej liście z posiedzeniem za kratkami). Co nas najbardziej wyprowadza z równowagi, trudno jednoznacznie stwierdzić. Z pewnością nie są to tylko sterty gazetek na wycieraczce, reklamy w TV i Internecie. Na dokładkę głupawe piosenki lecące w kółko, bez przerwy i bez końca. To zresztą dopiero wstęp do całego występu. Właśnie, akt główny ma miejsce dopiero w Wigilię i bynajmniej nie rozpoczyna się on przy świątecznym stole, a raczej na parkingu pod hipermarketem, w kolejce, czy na targowisku podczas bitwy o najładniejsze drzewko. To co przeżywamy w domu w rodzinnym zaciszu przeważnie okazuje się wcale zaciszem nie być. Jesteśmy już tak poirytowani delikatnie rzecz ujmując, że zanim siądziemy do stołu, czar zdąży prysnąć kilkukrotnie i nikt nie odczuwa ani spokoju, ani radości – o innych bardziej zaawansowanych emocjach nie wspominając. Czas rozpakować prezenty!

 

IMG_4301.1

 

Doprowadziliśmy się do stanu tragikomicznego, bowiem bez problemu każdy z nas może odnaleźć w sobie –  w tym właśnie jakże wspaniałym czasie – , przynamniej jednego z bohaterów świątecznych filmów. Grinch przemawia przez każdego z nas. Nikt się nie wyprze!  Przynajmniej raz jeden, przyznaj się- w okresie od wyprzedania ostatniej dyni z hipermarketu do momentu zakupu karpia, wypowiedziałeś słowa: ” Nienawidzę Świąt!”. Niejednokrotnie też z pewnością zieleniejemy ze złości w trakcie świątecznych przygotowań.

Byleby jednak nie pochłonęły nas tak jak rodziców naszego ulubionego bohatera – Kevina (tego, który został sam w domu), bo będziemy skłonni zachować się tak jak oni. Niemożliwe? A pamiętasz jak w ubiegłym roku zgubiłaś samochód na parkingu, bo pobiegłaś kupić tego prześlicznego aniołka na choinkę? No właśnie. Jednak wszystko jest możliwe. Wobec tego może dobrym sposobem jest wprowadzenie planu działania, który usprawni poruszanie się nam w świątecznym czasie.

Najgorsze jest to, że na dobrą sprawę trzeba byłoby go chyba wprowadzić z końcem wyżej już wspomnianego sezonu dyniowego. Wówczas mielibyśmy większe pole manewru i jednocześnie zwiększone prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu. Weźmy np. takiego Clark’a Griswold’a- bohatera filmu „W krzywym zwierciadle: Witaj Święty Mikołaju”, który plany poczynił – jednak zbyt późno. Z rodzinnych świąt powstała rodzinna tragedia, czyli obraz nam niejednokrotnie znany, tym bardziej, że Clark jest marzycielem, który za wszelką cenę pragnie osiągnąć sukces i dać swoim bliskim święta wypełnione nie tylko prezentami, czy atrakcjami, ale również i miłością. Akurat, na tym przykładzie doskonale możemy dostrzec, że nie jest łatwo. Niespodziewana wizyta kuzyna, którego mózg osłania jedynie plastykowa płytka, czy cioci Bettany, która nie jest w stanie usłyszeć ciężarówki przejeżdżającej przez fabrykę nitrogliceryny- to tzw. nieodłączne punkty programu, które znamy doskonale z autopsji. Skoro tak, to powinniśmy już niejako przewidzieć i przygotować się na taką możliwość i uzbroić w dodatkowe pokłady cierpliwości.

Planowanie to poważna sprawa. Osobiście śmiem twierdzić, że co jak co, ale to nie wychodzi mi najlepiej. Jednak coraz częściej zaczynam podejmować kroki, by plany czynić. Być może sprawę tą ułatwia mi kalendarz adwentowy wypełniony po brzegi czekoladkami, którym co roku w tym okresie obdarowuje mnie moja mama (dla niej dzieckiem będę zawsze, cóż począć)? Niegdyś pożerany był w całości, dzisiaj potrafi dotrwać do Nowego Roku. Jak widać spowolniłam swe zapędy niczym główny bohater „Złego Mikołaja”, który również w ataku furii potrafił wyjeść całą zawartość ukrytą w okienkach tandetnego kalendarza, by potem móc się zreflektować i naprawić swój błąd.

Co najmniej bez sensu jest czuć się przez ponad miesiąc swojego życia jak człowiek zamknięty za kratkami. Mam tu na myśli poziom stresu, który ma nam towarzyszyć przez ten czas. Nie uciekajmy też jednak od atmosfery, która świętom towarzyszy. Nadmiar gazetek wyrzucajmy, po nasyceniu ucha kolejny raz zasłyszanym „Last Christmas” – zmieniajmy stację. W tym roku zdecydowanie wcześniej podejmijmy decyzję o tym gdzie spędzimy Boże Narodzenie a nawet Sylwestra. Niewiedza i planowanie na ostatnią chwilę zawsze dodatkowo stresują i zamiast wprowadzać element przyjemnego zaskoczenia, wyprowadzają z równowagi. Zaplanujmy również kupno prezentów dla najbliższych. Najlepiej wybierzmy i przeznaczmy na to jedno popołudnie na kilka tygodni wcześniej nim w sklepach na dobre zagości świąteczna gorączka. Odkładanie zakupów na później zaowocuje jedynie tym, że zmarnujemy czas stojąc w kilometrowych kolejkach. Warto też w swoich planach uwzględnić zakupy spożywcze, które jednak z pewnością będziemy musieli wykonać nieco później, lub na raty – nie mylić z chwilówkami! Część rzeczy, którym nie grozi zepsucie można spokojnie zapakować do jednego koszyka z prezentami. Po resztę może warto wybrać się do zdecydowanie mniejszego sklepu, np.: takiego osiedlowego, gdzie na dwa dni przed świętami nikt nas nie zadepcze. Ubieranie choinki powierzmy domownikowi, który by dosięgnąć jej czubka nie musi wdrapywać się po drabinie,  co jednocześnie uchroni nas przed niechcianym wypadkiem na dzień przed Wigilią.

 

IMG_4319.1

 

Podzielmy obowiązki to po pierwsze,  zaś po drugie niech to będzie podział sprawiedliwy. Problem z wyzbyciem się ich nadmiaru mają szczególnie kobiety, które bezgranicznie potrafią zatracić się w kuchni. Gra nie warta świeczki, gdyż w ten sposób możemy z niej nie wyjść do Nowego Roku i tym samym nie poznać smaku karpia, którego same smażyłyśmy przez bite dwie doby. Świat zresztą na karpiu się nie kończy i gdyby go zabrakło, rodzina być może i początkowo pokręciłaby trochę nosem, ale w konsekwencji zagryzłaby zaistniałą sytuację sałatką jarzynową i przeszła nad tym do porządku dziennego.

W tym całym wariactwie należy Ci się odrobina spokoju. I nie ważne, gdzie go znajdziesz. Można w tym celu spróbować wykorzystać broń, którą mierzy w nas nasz przeciwnik.  Dzięki stresorom możliwa jest próba zrelaksowania. Bo co gdyby tak udało nam się poczynić wyżej wspomniane plany, zacząć je realizować punkt po punkcie?

Zostałby nam już tylko czas na odpoczynek i mógłby być on jak najbardziej spędzony w atmosferze iście świątecznej. Odcinanie się od natłoku bodźców, które nam nie sprzyjają jest jak najbardziej pożądane. Równie pożądane jest wystawianie się na działanie tych, które jednak mogą mieć na nas zbawienny wpływ, jak np.: smaki, czy zapachy, które mamy możliwość poczuć tylko raz jeden jedyny w roku. Zatem to wykorzystajmy. Domowa gorąca czekolada z nutą cynamonu i bitą śmietaną nigdy nie smakuje przecież tak dobrze jak właśnie w okresie zimowym. Śnieg na spacerze nie skrzypi pod nogami tak jak w wieczór wigilijny, kiedy to po domu roznosi się wspaniały aromat piernika.

Zapachy te to nie tylko dobre myśli, ale również i relaks, którego tak bardzo pragniemy w tym czasie. By zatrzymać go na dłużej wystarczy kilka prostych sztuczek jak zerwana podczas spaceru gałązka jodły – umieszczenie jej w rondelku wraz z kilkoma plastrami pomarańczy, dwiema laskami cynamonu i świeżą żurawiną, a wszystko to skropione odrobiną olejku eterycznego, np. grejpfrutowego, który ma właściwości tonujące, uspokajające i przeciwdepresyjne. Na koniec podgrzanie całości. Zapach będzie długo roznosił się po domu, aż do następnego podgrzania, dając nam poczucie spokoju, relaksu i przede wszystkim świątecznej atmosfery. Takich sposobów z pewnością jest jeszcze wiele. Warto poszukać swoich własnych. Tych, które będą nam odpowiadać zdecydowanie najbardziej. Dzięki nim być może, choć na moment uda nam się zatrzymać, odpocząć, spojrzeć na wszystko z boku i w rezultacie cieszyć się czasem, który tak rzadko możemy w pełni poświęcić naszym bliskim.

 

 

IMG_4325.1

 

 

*Artykuł w oryginalnej wersji znjadujew się w zimowym wydaniu Magazynu Aromat