Jak pójść na warsztaty a wrócić z degustacji steków w Kuźni

IMG_9412.2

   I jak zwykle wpadłam spóźniona, taki standard… Warsztaty w Kuźni-solidna micha szybko okazały się być degustacją. Muszę przyznać, że się rozczarowałam, bo wołowina i ja mamy ze sobą niewiele wspólnego. Myślałam, że może tym razem uda mi się to zmienić. Niestety…

   Największym plusem tego, że warsztaty zamieniły nam się w degustację była mozliwość szybkiego zaspokojenia głodu. Nie zdążyłam przecież zjeść obiadu, bo tak się spieszyłam. Kto jak kto, ale ja najbardziej, reszta blogerek może to potwierdzić!

   Na naszym stole na początku zagościł stek T-Bone, którego widzicie powyżej. Jak łatwo zauważyć kość, która się w nim znajduje ma kształt litery T, stąd też nazwa steku. Po jej jednej stronie znajdziemy polędwicę, po drugiej zaś rostbef. Ja od początku wiedziałam, że stek ten nie stanie się moim faworytem, a wszystko przez fakt tego, że miejscami mięso po prostu jest żylaste i znajdują się w nim chrząstki. Nie jestem chirurgiem a dr House nie jest moim kumplem żeby mógł mnie wspomagać w tak ciężkich chwilach jak przeprowadzanie operacji na steku T-Bone. nie zmienia to jednak faktu, że znajduje on w Kuźni wielu zwolenników. Zamawiany jest ponoć głównie przez mężczyzn, którzy decydują się na niego ze względu na  wielkość porcji. Właściciel, który towarzyszył nam w degustacji, przyznał jednak, że statystyki i szczegółowe analizy nie są prowadzone. Jednocześnie oznajmił, że kobiety tak jak i mężczyźni steki lubią i odwiedzają restaurację z taką samą czestotliwością.

   Kto boi się słabo wysmażonych steków, prawdopodobnie nigdy ich nie próbował. Ten którego widzicie powyżej to Angus, czyli stek argentyński. Wg. mojej subiektywnej ocenie wygrał rywalizację. Niezwykle delikatne, rozpływające sie mięso, które można pokroić z niebywałą łatwością. Dr House może iść na urlop! Nie jest potrzebny do przeprowadzania operacji na steku ani tym bardziej do udzielania pierwszej pomocy osobie, która go skonsumowała. Samopoczucie rewelacyjne, zapewniam!

  Oczywiście próbowałyśmy też średnio wysmażonego steka, czyli Flank Stek. Jest to kawałek łaty, która charakteryzuje się słodkawym posmakiem. Naszej blogerskiej grupie to właśnie Flank przypadł do gustu najbardziej. Wydaję mi się, że sposób jego przyprawienia mógł nieco zaważyć na tej ocenie. Mi również bardzo smakował i wg. mojej klasyfikacji znajduje się zaraz po Angusie. W karcie znajdziecie jeszcze inne rarytasy a co istotne, możecie zamówić również lunch lub śniadanie, czy też na odwrót. Jak kto woli! Ważną informacją jest z pewnością to, że dla obniżenia kaloryczności oraz zawartości tłuszczu w niektórych daniach, używa się specjalnych pergaminów podczas ich przygotowywania.

   Do steków podawane są robione na miejscu sosy: salsa, miodowo-musztardowy i z zielonego pieprzu. Ciężko zdecydować, który najlepszy. Ponadto mamy do wyboru dodatki: frytki, krążki cebulowe, grillowane warzywa oraz tagiatelle. Niestety nie miałyśmy okazji spróbować wszystkich, więc najlepiej jeśli sami tego dokanacie.

   Moim małym rozczarowaniem co do Kuźni było samo miejsce i to paradoksalnie nie jej położenie w sensie długości i szerokości geograficznej, bo trafić trafiłam, a wnętrze… Albo coś przeoczyłam, albo w ogóle, czy też prawie w ogóle nie nawiązuje ono do nazwy, a szkoda. W każdym razie w Kuźni wysiedziały się i podegustowały na kanapach prawie jak z Orient Expressu lubelskie blogerki w składzie: Edyta, Marta, Gosia, Renata, Marlena.

 
    Kuźnia- solidan micha
    ul. Północna 30A
    Lublin