I Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Wokół Ciała” i mój referat dotyczący ‚selfie’

10005332_1409640232632883_78636985_n

      Od wczoraj sen z powiek spędza mi brak możliwości pełnego kontaktu z Wami poprzez ekscentryczny fanpejdż. Mam nadzieję, że ten kto to popsuł, szybko naprawi i wszystko niebawem zacznie działać tak jak powinno, bo czuje się jak bez nogi czy ręki, ewentualnie rzepki w kolanie. Wobec tego pomyślałam, że nadrobię zaległości i napiszę kilka słów o mojej ingerencji w I Ogólnoposką Konferencję Naukową „Wokół Ciała”.

     Miała ona miejsce na początku tego miesiąca, wiec logicznie rozumując wszystko działo się jeszcze w kwietniu. Podróż na drugi koniec Polski to trochę jak wyprawa na przeciwległy biegun. Przynajmniej w moim wypadku. Choćbym miała tam spędzić tylko błogie pięć minut, obawiam się że i tak pojechałabym załadowana jak juczny osioł. Przecież wszystko sie może zdarzyć, nigdy niczego nie przewidzisz! Dlatego jeśli kiedykolwiek spotkacie mnie i moją walizke w pociągu, udzielcie nam pomocy, bo w przeciwnym wypadku mogę całkiem niechcący i całkiem z impetem uszkodzić nią i Was i cały przedział ludzi i siebie samą. Tu nawet dokupienie osła nie pomoże, może ze dwa kilo zdrowego rozsądku?
   

     Z perspektywy czasu staram sie teraz określić poziom stresu jaki miałam przed swoim wystąpieniem. Dziesięć na dziecięć to z pewnościa on nie miał, może jakieś sześć, czy siedem. To był jednak dobry stres. Taki jaki lubię. Taki, który mobilizuje mnie działania i mówi: „idź”. Znacie go? Mi towarzyszył przeważnie przed egzaminami, ważnymi dla mnie spotkaniami. Niestety od pewnego czasu w niektórych sytuacjach zaczął pojawiać się ten, który nijak nie chce mnie mobilizować. Wręcz przeciwnie, odbiera mi kreatywność i pewność siebie. Jednym słowem- nie lubimy się! Dobrze, że tym razem wrócił ten mi dobrze znany i jeśli można tak rzec, lubiany.

   Oczywiście nie obyło się bez wypadków. Nie byłabym sobą gdyby tak się nie stało! Zanim weszłam wygłosić referat, musiałam go napisać. W trakcie umarł mi całkiem na śmierć mój laptop, potem próby odyskiwania tego co już stworzyłam, aż wreszcie ten moment kiedy na dziesięć minut przed upływem ostatecznego terminu cała w nerwach przesłałam abstrakt z całkowitym brakiem pewności, czy sie powiodło. Tym razem zajęłam się tematem Selfie, który jest ostatnimi czasy wszechobecny w mediach społecznościowych, ale jak sie okazuje nie tylko. Towarzyszy nam w naszym życiu codziennym i to dość intensywnie. Temat, którego się podjęłam to‚Selfie’ jako prezentacja obrazu własnego ciała w mediach społecznościowych dążąca do wzrostu samooceny autora”. Okazuje się, że rozgadałam się tak, iż czasu na podsumowanie zostało mi zero. Wobec tego nie zdążyłam dojść do sedna sprawy a zaledwie tylko delikatnie jej dotknąć. W każdym razie nadal będę odpierać zarzuty, które niejednokrotnie stawiane są autoron selfie, że kieruje nimi ich narcystyczna osobowość. Osobiście skłaniam się właśnie ku twierdzeniu, że to osoby o obniżonej samoocenie częściej podejmują się tworzenia tego typu zdjęć. Mam nadzieję, że uda mi się ten temat rozwinąć w niedalekiej przyszłości.
   

   Konferencja „Wokół Ciała” odbywała się na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza, który to mieści się na Kampusie Morasko. Kto był, zna klimat. Kto nie był, temu polecam zwiedzanie byle w wygodnych butach a w dzień wietrzny, nawet jeśli słoneczny, taki w jaki byłam tam ja, polecam założyć na głowę wełnianą czapę. W przeciwnym razie dotrzecie na wybrany wydział z ubytkami słuchu spowodowanymi przewianiem obustronnym, uszu oczywiście. Jak już pisałam wyżej, stres zmobilizował mnie do działania, więc tym razem spóźniłam się zaledwie pół godzinki, sukces! Dobrze, że moje wystąpienie zaczynało się trzy godziny później, więc miałam trochę czasu w zanadrzu. Niestety, trochę tego czasu brakowało mi pomiędzy poszczególnymi wykładami w dwóch równoległych sesjach, czyli łącznie sześciu panelach. Przez to pewne tematy po prostu mi umknęły a szkoda. Cały weekend był wypełniony po brzegi. Piątek to właśnie Konferencja a w sobotę pojawiłam się na Warsztatch pt.”Skóra, w której żyję” w Studiu Jogi YAM, towarzyszących Konferencji. Muszę powiedzieć, że były one dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, które bardzo chętnie powtórzę. Pierwszy raz pracowałam ze swoimi emocjami w taki sposób, czyli na płaszczyźnie ciało-umysł-emocje. Myślałam, że terapia ruchem to coś trochę wydumanego. Myliłam się!

   W Poznaniu stołowłam się jedynie w naleśnikarniach o zgrozo! Weekend pt. Dzień Dziecka… Odwiedziliśmy m.in. Pancakes Square, co widzicie na fotce i Restauację Manekin, w której o dziwo nie było żadnych kolejek. Gdzie najadłam się lepiej? Myślę, że w tej drugiej. Było mi tak słodko, że aż nie mogłam dojeść. Naleśnik o smaku Ferrero Rocher z sosem truskawkowym to bomba kaloryczna, której nie śmiem Wam nawet pokazywać na zdjęciach! Poważnie to tak się spieszyłam na pociąg, że nie zdążyłam już wrzucić fotek na instagram. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś Dzień Dziecka się wydarzy i będzie powtórka z rozrywki. Zanim jednak zajęlismy sie pochłanianiem naleśników, mieliśmy chwile na zwiedzanie. Stop! Zwiedzanie to zbyt wygórowane słowo w tym wypadku. Biegliśmy pędem na Rynek i z powrotem. Cel? Zobaczyć wreszcie trykające sie koziołki! Udało się, koziołki się potrykały, radość ogromna i można wracać do domu… Poniżej możecie jeszcze obejrzeć zdjęcie żyrafy bez szyi i mnie bez nóżek, oraz mnie z nóżkami i ze sfochowaną miną. Wszystko przez pogodę! :)

   I jeszcze kilka fotek tego co się działo na Rynku. A co sie dzialo tego nie wiem. Były wielkie drewniane michy. Oczywiście nie mogłam żadnej kupić, bo musiałabym chyba założyć sobie ja na głowę z braku miejsca w torbie. Był pan kataryniarz i „coś tam w buraczkach”. Myslę, że była to kaczka, bo cóż innego może być w buraczkach? Ewentualnie zając. I ludzie byli, bardzo dużo ludzi. Nie wiem, czy standardowo przy niedzieli poznański rynek jest tak oblegany, czy może pogoda to sprawiła, a może właśnie te wszystkie dodatkowe atrakcje, tego nie wiem. Podsumowując, pojechałam na Konferecnję, gdzie nie nie zdążyłam powiedzieć wsystkiego, przy okazji chciałam coś zwiedzic, cokolwiek…Nie zwiedziłam nic, najadłam się naleśników, zrobiłam 18 pulpetów z indyka, o czym nie wspomniałam a to dość istotna kwestia! Wróciłam i nie zgubiłam się, co również jest ważne, bo z geografii byłam delikatnie mówiąc kiepska :)

  • Chetnie bym wysluchala takiego wykladu o „selfie”, zwlaszcza ze bylaby to okazja by si espotkac w realu i ze odbywal si ew Poznaniu :-P Manekin rzadzi, jestem fanka nalesnikow i tej restauracji . ciesze sie , ze Tobie smakowaly rowniez :)))