Food Blogger Fest III,byłam! :)

IMG_2492.1

    Zacznijmy od tego, że się nie spóźniłam, co w moim przypadku jest niezwykle istotną informacją. Chyba, że spóźnienie na miesce zbiórki uznać należy za…spóźnienie? Gdybym jednak pojawiła się na czas, pozbawiłabym się szansy na zjedzenie śniadania, a powiedzmy sobie szczerze, miałam ogromną ochotę na banana! :)

    Blogery z kolei miały niesustającą ochotę na wciąganie wszystkiego co słodkie od Wedla. Nie zdążyłam się jeszcze dobrze zorientować co i jak po wejściu do siedziby Agory, ale jedno było pewne- ta kolejka za czymś stoi… Radość dnia, czyli ręcznie robione na naszych oczach wszelkiej maści praliny, o tych porzeczkowych nie wspomnę! Obawiam się, że nawet torcik z dedykacją nie był w stanie ich pobić. Wyobraźcie sobie, że jeszcze go nie wszamałam, czeka na dramtyczny spadek glukozy we krwi, ewentualnie depresję zaawansowaną, która nigdy nie wiadomo kiedy może nadejść…
   
 

   

 

          To był pierwszy Food Blogger Fest, na który udało mi się dotrzeć. Czym mnie ujął? Z pewnością ilością prelekcji o różnorakiej tematyce. Mogliśmy posłuchać Grzegorza Łapanowskiego, niestety jak na mój gust troszkę za krótko, bo było ciekawie i z humorem. Było też trochę o pozycjonowaniu blogów o czym mówił Grzegorz Chruścielewski i trochę o przepisach prawnych,  oczywiście w wydaniu Łukasza Węgrzyna, które blogerom z pewnością przydać się mogą. Maciej Nowak z kolei opowiadał o pracy krytyka kulinarnego, co jednak nie wciągnęło mnie zbyt mocno i wybyłam z sali na kawę i o zgrozo kolejną porcję pralin, muffinek i wreszcie czegoś konkretniejszego.

           
              Jak się blogery zmęczyły to mogły sobie na bieżąco prelekcje na telebimie pooglądać. Sala jednak w porze obiadowej zapełniła się po brzegi i nie dziwne. Mogliśmy tego dnia zjeść pyszny obiad, który przygotowała dla nas ekipa biorąca udział w warsztatach kulinarnych z Grzegorzem Łapanowskim. Spokojnie, deser już sobie odpuściłam! Burgera też nie zjadłam, bo tak mocno go ściskałam żeby mi go nikt przypadkiem nie ukradł i nie zjadł, że zmarł śmiercią tragiczną poprzez rozciapcianie zanim trafił do mojego brzucha. Pogrążona w smutku.Ja. 
              Za to moją faworytką była wołowina na ostro z cynamonem, oooo błogoooo! Wobec czego pęczotto nie było w stanie wznieść mnie już na żadne wyżyny, ananas również. Przykro mi. Aaaa nie no jeszcze zjadłam uwaga, widoczną na zdjęciach poniżej… kaszanę z karmelizowaną cebulą. Znaczy w zasadzie spróbowałam, bo polski kawior nie jest moim ulubionym daniem to po pierwsze, po drugie nie miałam pojęcia co jem. Trzecie stwierdzenie zaś brzmi, że nie żałuję, bo połączenie smaków bardzo ciekawe, polecam!

              Potem jeszcze jedna pralinka na wypadek gdyby miał mi spaść nagle poziom cukru we krwi :) Kolejne prelekcje, tym razem ujęła mnie Katarzyna Gliszczyńska, która opowiadała o Food Design’ie, hipnotyzująco! No i wreszcie warsztaty wideo. Zanim na nie dotarłam zagadałam się jeszcze to tu, to tam i oczywiście znowu myślałam, że się spóźniłam, że sie zgubiłam i że klops ogólnie. Ale juhuuu, dotarłam jakoś obładowana giftami jak ten juczny wół, czy osioł ewentualnie. Jak widać na fotkach poniżej zapakowana w zadużego fartucha postałam trochę przed kamerą, przeczytałam przepis na lasagne z promptera i tak. Znaczy nie wiem jak, mogę się tylko domyślać, że miałam minę jak krecik z dobranocki, bo przecież tylko głupcy noszą soczewki kontaktowe, czy okulary! Najpierw nie widziałam pierwszej linijki tekstu a na końcu oczekiwałam na zakończenie typu:”Smcznego!”, no i się nie doczekałam. Muszę przyznać, że było mi z tego powodu bardzo smutno. Z uwagi na fakt, iż z natury jestem niezwykle wstydliwą osobą nie wiedziałam, czy mogę dodać odrobinę inwencji twórczej, i wypowiedzieć kilka słów od siebie, czy może dodatkowo zakończyć występ np. jakimś ukłonem, albo innym dodatkowym elementem artystycznym ;) Poza występami na warsztatach,  mówiliśmy jeszcze o oświetleniu i w ogóle o fakcie tego, że warto robić filmy. Padło kilka ważnych argumentów, dlaczego właśnie w tą stronę blogerzy powinni sie rozwijać. Jak najbardziej przekonywujące.
            Mam nadzieję, że wszyscy którzy wzięli udział w Food Blogger Fest III są równie zadowleni jak ja. Cieszę się, że mogłam poznać kilka nowych osób, trochę pogadać, poplotkować, oszamać trochę słodkości, którymi tutaj robię wszystkim smaka, ale jak dobrze wiecie, raz na jakiś czas każdemu się należy! Jakie minusy znalazłam? Osobiście lubię imprezy urozmaicone, więc nie przeszkadzałoby mi gdyby prelekcje się przeplatały, albo wzajemnie ze sobą, albo z warsztatami. Wówczas byłoby trochę żywiej. Ponadto z kilkoma tematami spotkałam się już wcześniej, więc przydałyby się pewne zmiany. Gifty proponowałabym wysyłać najlepiej bezpośrednio blogerom do ich domostw, bo mam wrażenie, że o ile jeszcze w trakcie wyglądałam jak osioł, to przy wyjściu już jak słonica z pokaźnym załadunkiem. Rączki mam krótkie proszę Państwa! No i co więcej, ach z pewnością skorzystam z przyprawy do pizzy od Kamis’a. Nie wiem jeszcze jak będzie smakowała pizza z parowaru, ale mam nadzieję, że będzie lepsza od tej, która była niefortunnym zwieńczeniem sobotniego wieczoru, bo przez nią po dziś dzień siedzę owinięta w kokon, z którego zaledwie wystaje mi czubek grzywki i mały palec lewej stopy, ewentualnie prawej, bo nadal nie rozróżniam stron. A depresja głeboko-głęboka doprowadziła również do nie odróżniania dnia od nocy, czyli zaburzeń snu i czuwania. Chyba nadszedł czas na pojednanie się z torcikiem, może przynajmniej on mnie zroumie i wysłucha! 
                                                                                     fot. Kamis życie ze Smakiem
                                                                       fot. Krystian Szczęsny
  • Zazdroszczę możliwości udziału, narobiłaś mi smaka na te wszystkie pyszności! :) Choć przyznam że pierwszy raz słyszę o tej akcji.

    • Ja z kolei pierwszy raz wziełam udział w tym wydarzeniu, bo wcześniejsze edycje zawsze pokrywały się chyba z innymi planami :) Naprawdę warto!

  • świetna akcja, super warsztaty no i te wedlowskie pyszności. Praliny wyglądają bosko i pewnie tak smakowały, a torciki z indywidualnym napisem są fantastycznym pomysłem na niebanalny prezent! Gratuluję udziału.

    • Udział może wziąć każdy blogger kulinarny i to jest super! A o pralinach wolę już nie pamiętać, bo były…zbyt pyszne! :)

  • och… zjadłabym kawałeczek albo dwa takiego ciasta :)