Fabryka Lubelli.Zwiedzanie i poznawanie tajników.Relacja

P1040042.1

Kabelek kupiony, dane na dysku odzyskane- mogę działać! Przedstawiam zatem w pierwszej kolejności to co zaległe, czyli relację z wizyty w fabryce Lubelli– w Lublinie oczywiście. Na miejsce dotarłam na czas i nawet miałam jeszcze chwilę żeby zjeść śniadanie, czyli słodki poczęstunek, któremu nie mogłam sie oprzeć. Przygód jako tako wielkich nie odnotowałam, przynajmniej na wstępie. No chyba, że liczyć ten incydent kiedy to w pośpiechu nalewałam śmietankę do kawy, co zaowocowało wylądowaniem całego opakowania owej śmietanki w upragnionej kawie…Ważne, że nie na sukience!

 

babeczki

 

 

 

IMG_1630.1

 

 

Chwilę później dostaliśmy krótką instrukcję odnośnie procedur dotyczacych zwiedzania fabryki, po czym przeszliśmy do wykładu. Przedstawiono nam historię i gamę produktów Lubella. Chyba większość z nich była mi znana, choć w zasadzie nie wiem, czy tak naprawdę wszystkie jak do tej pory zagościły w mojej kuchni. Informacje, które nam przekazano nie były wielogodzinną prelekcją, a zaledwie kilkuminutowym zbiorem najważniejszych i najistotniejszych informacji, które nie zdołały nas zanudzić, a za to z pewnością zainteresować.

 

DSC_0661.1

 

 

IMG_1641.1

 

 

IMG_1648.1

 

 

IMG_1653.1

 

 

Podzieleni na dwie grupy zaczęlismy zwiedzanie. Nasz zespół odwiedził najpierw fabrykę, czyli chyba to na co czekali wszyscy. Zanim jednak mogliśmy rozpocząć ten proces, obowiązkowe przebranie. Każdy z nas musiał przyodziać specjalistyczny fartuch i czepek. Spora dawka śmiechów i chichów! Na początku uzyskaliśmy dużo informacji dotyczących tego jak w ogóle funkcjonuje fabryka, co gdzie konkretnie się znajduje. Bardzo szybko okazało się, że produkcja makaronu wcale nie jest taka prosta jakby się to mogło wydawać. Proces ten nie ustaje ani na chwilę, czyli wytwarzanie wszelkich wyrobów trwa nieustajaco przez 24godz. na dobę. Maszyny przestają pracować jedynie w święta a takich dni jest zaledwie kilka w ciągu roku. Bardzo duży hałas jaki ma miejsce na hali produkcyjnej uniemożliwiał nam usłyszenie wszystkich informacji. To jednak nie przeszkodziło nam w pomacaniu makaronu podczas różnych faz jego produkcji. Ponadto mogliśmy zaobserwować, że fabryka tak naprawdę jest praktycznie w pełni zautomatyzowana. Oznacza to, że pracuje w niej minimalna ilość ludzi, wszelkie zadania wykonywane są przez maszyny.

 

P1040011.1

 

 

DSC_0800.1

 

 

DSC_0809.1

 

 

 

 

DSC_0813.1

 

 

DSC_0797.1

 

 

DSC_0824.1

 

Na terenie samej fabryki mieści się równiez laboratorium , w którym na bieżąco badane są próbki wyprodukowanych wyrobów, które muszą spełniać określone normy oraz standardy. Oczywiście również mieliśmy możliwość zagościć w tym miejscu i poznać tajniki jego działania. Muszę przyznać, że to miejsce wygląda dość smakowicie…

 

DSC_0830.1

 

 

DSC_0828.1

 

 

 

Po zamianie z drugą grupą mogliśmy wreszcie zwiedzić młyn. Miejsce to zaskoczyło nas wszystkich przede wszystkim swoją czystością, ani grama zbędnego kurzu, czy pyłu! Ponadto zadziwia ono swoim wyglądem i nowoczesnością. I tutaj w trakcie zwiedzania połakamiłam się na otręby, które jak dopiero później zostałam poinformowana, przeznaczone są dla prosiaczków…Przeżyłam, choć mogło byc różnie!

 

P1040036.1

 

 

DSC_0759.1

 

 

DSC_0768.1

 

 

P1040034.1

 

 

P1040042.1

 

 

P1040045.1

 

 

Zwiedzanie zakończyliśmy spotkaniem w restauracji Browar Grodzka 15, która mieści się na Starym Mieście. Obiad został podany w formie „szwedzkiego stołu”. Niestety, nie było to najlepszym pomysłem, by dania makaronowe podać w formie cateringowej. Szybko rozmiękły i straciły swoją własciwą strukturę a co za tym idzie, również smak. Mogliśmy jednak spróbować ponadto przekąsek na zimno oraz deserów. W spotkaniu uczestniczyła dość liczna grupa przez co nie udało porozmawiac się ze wszystkimi znajomymi osobami, moze następnym razem…

 

IMG_1666.1

 

 

IMG_1658.1

 

 

torcik

 

 

* Część zdjęć dzięki uprzejmości organizatorów.