A czy Ty wierzysz we wróżby? Z wizytą u tarocistki.

ball-625908_1920

Dzisiaj wigilia imienin świętego Andrzeja- patrona miłości i zamążpójścia. Niedziela nie sprzyja hucznemu obchodzeniu tego święta, gdyż w poniedziałek wypada pojawić się świeżym i wypoczętym w pracy. Dlatego też wszelkie imprezy temu sprzyjające zawsze przekłada się na poprzedzające to święto weekend- konkretnie sobotę. W kulturze europejskiej wróżby andrzejkowe popularne są od wielu lat. Zatem nie tylko my Polacy zwykliśmy w ostatkowy wieczór poświęcać się tej tradycji.

 

Która pierwsza wyjdzie za mąż?

Osobiście już od wielu lat nie przelewałam wosku przez klucz, czy nie układałam butów- konkretnie chyba lewego, wraz z koleżankami by dowiedzieć się która według wróżby pierwsza wyjdzie za mąż. Teraz to i tak mało istotne, bo chyba większość już powychodziła. Część zdążyła się już nawet rozwieść. Ja jak mężą nie miałam, tak nie mam nadal. Tyle tylko, czy jakakolwiek wróżba np. anrzejkowa jest w stanie to zmienić? Przede wszystkim w ogóle pytanie- czy ja chce to zmienić? Tak, czy siak to nawet nie byłoby już z kim tych butów ustawiać, wosku lać. Trzeba zatem skupić się na czymś innym. Niegdyś do wróżb tych podchodzono niezwykle poważnie. Poprzedzane były one postem i modlitwą. Twierdzono bowiem, że przed okresem Adwentu po ziemi błąka się mnóstwo duchów. Wszelkie wróżby w tamtym okresie czasu były ściśle związane z tematyką matrymonialną. Prawopodobnie działo się tak dlatego, że młodzi ludzie chcieli w ten sposób odnaleźć swoją prawdziwą drogę życia, nie zaś tą którą wskazali im rodzice- żonę, czy mężą. Dzisiaj jesteśmy wolni od takich małżeńtw, nie oznacza to jednak, że przestaliśmy wierzyć, czy nawet ufać wróżbom. Przez lata uaptrywaliśmy się w nich niejednokrotnie nadziei na lepsze życie. Dlaczego wobec tego dzisiaj miałoby być inaczej?

 

tarot-991041_1920

 

Z wizytą u wróżki

Do wróżki trafiłam całkiem przypadkiem. Nie było to dzisiaj ani wczoraj. Skoro Andrzejki nie dla mnie więc mogłam sobie pozowlić na wykorzytsanie każdego innego terminu. Dogodny był ten jakoś tak ponad pół roku temu. Zupełnie przypadkowy. I pomysł wziął sie z nienacka. Tym razem nie mój a mojej przyjaciółki, która muszę przyznać- zaskoczyła mnie już praktycznie samym faktem umówienia nas na wizytę u Tarocistki.

Na spotkanie czekałam. Powodowała to najzwyklejsza ciekawość. Bynajmniej nie wiara w brednie, których miałam się tam nasłuchać. Nie myślałam jednak o tym na tyle dużo, by układać sobie w głowie przebieg tego wydarzenia. Do pojawienia się u wróżki przekonały mnie w zasdzie dwie rzeczy- koleżanka, która twierdziła że bardzo chce, czy raczej potrzebuje tam iść, i ja mam być dla niej oparciem w tej właśnie chwili. Druga to kwestia tego, że nie wybierałyśmy sie do pierwszej lepszej babki z ogłoszenia w internecie, anonsu w gazecie. Wybór padł na osobę, o której słyszałam nie jeden raz i zawsze same przychylne słowa. To po prostu wróżka, która w moich okolicach jest znana, ale nie z faktu siedzenia przy szklanej kuli, bo takiej nawet nie ma. Budzi zaufanie swoją wiarygodnością. Ta wiarygodność to niezwykle miłe usposobienie. To pewnego rodzaju ciepło, którym obdarza każdego kto tylko sie u niej pojawi. Zanim weszłam do pokoju ok.15min. czekałam w poczekalni. Zadymiony, pachnący kadzidłem korytarz, w który nie wścibisz już nawet szpilki. Grat na gracie, czy może upodobanie do staroci, nie wiem. Nie w moim guście w każdym razie. Grało radio, stacja której często słucham w samochodzie. Nie siedziałam, chciałam wejść jak najszybciej, by cały ten śmieszny ceremoniał mieć już za sobą. Obracając w żart całą sytuację ruszałam się w rytm muzyki rozglądając dookoła. Pomiędzy drewnainymi kotami na małej korkowej tablicy dostrzegłam przyczepione wizytówki, ślad osób które tu bywają. Wśród nich taksówkarze, tynkarze, fryzjerki i…psycholodzy. Nie byłam pierwsza. Ale ja przecież znalazłam się tam zupełnym przypadkiem, więc to i tak nie ma żadnego znaczenia- tak sobie powtarzałam w głowie. Nagle z pokoju wyszła kobieta. Ze łzami w oczach. Nie wiem po dziś dzień dlaczego. Weszłam od razu po niej. Krótkie przywitanie w progu i właśnie ten moment kiedy wiesz, że masz do czynienia z osobą, która…Ci dobrze życzy. Uczucie porównywalne do tego gdy wchodzisz do swojego domu, pokoju. Bezpieczeństwo, które jednak zdawało się być czymś zmącone. Ani strachem, obawami- nadmiarem emocji, które nie wiedzieć czemu tak mocno się skumulowały. Skąd się we mnie znalazły tak nagle tego nie wiem, ale powodowały że już siadając przy stoliku wiedziałam, że będę za chwilę płakać. Powstrzymując łzy, przekładałam karty według podawanych poleceń. Nie jestem w stanie odtworzyć całego spotkania krok po kroku, zresztą i tak nie miałoby to większego sensu. Pamiętam jednak to co najważniejsze i najistotneijsze. Trzeci raz w swoim życiu spotkałam osobę, która „dotknęła” mnie wiedzą na mój temat, tak prawdziwą i poprawną. Przede wszystkim jednak odpowiedziała na kilka nurtujących pytań, o których paradoksalnie istnieniu nie miałam pojęcia. Powiedziała o osobach, które w danej chwili są w moim życiu, jednocześnie informując mnie o tym, które z relacji są ważne, godne podtrzymania, zaufania i zaangażowania. Były łzy. Ktoś nagle jak niczym kawałek tortu ostrym nożem rozkroił moje życie, pokazał solidny kawałek. Patrz: tu jest ciasto, tu masa, tu polewa, a tu wisienka- trafiła ci się! To nie były łzy bólu, ale refleksji. Później słuchałam na  temat mojej pracy, o którą dopytałam zresztą. Odpowiedź, czy raczej karty mnie nieco zaskoczyły. Nie podobało mi się to co usłyszłam. Prawdopodobnie ze strachu przed ewentualną stagnacją. Dzisiaj wiem, że strach ten był zupełnie niepotrzebny. Jestem o krok dalej, w miejscu o którym mówił Tarot.

 

Nadzieja głupich matka

A co z przepowiednią dotyczącą miłości. Była i ona. pozwolicie jednak, że zostawię ją dla siebie. W zasadzie jak wszystkie z informacji, które usłyszałam tamtego popołudnia. Od tamtego dnia niejednokrotnie zastanawiałam się, czy warto wierzyć w to co zostało mi powiedziane. Takie myśli pojawiają się szczególnie kiedy zaczynam kojarzyć pewne fakty i myślę sobie wówczas, że to co właśnie się dzieje jest tym o czym mówiła Tarocistka. Na ile jednak jest to tak jak w przypadku naszych przodków- nadzieja i wiara, tego nie wiem. Może będę umiała odpowiedzieć na to pytanie za lat kilka. Dzisiaj jednak nadal podchodzę do wróżb sceptycznie, z przymrużeniem oka. Nic się nie zmieniło. Poczekalnia u Tarocistki z pewnością znów wywołałaby uśmiech na mojej twarzy. Jednak faktycznie, przez wzgląd na jej osobę wiedziałabym już, że za drzwiami mogą mnie spotkać niespodziewane rzeczy.Warto jednak pamiętać, że są wśród nas osoby, które od takich spotkań, jak to na którym byłam, oczekują zdecydowanie więcej. Idą do wróżki, czy wróżbity po to by uzyskać wręcz konkretną instrukcję, dostać niemalże mapę drogi, którą mają podążać w najbliższym czasie, czy sytuacji, która ich czeka. Nie biorą potem pod uwagę innej opcji. Ślepo w ten sposób wierząc i poddając sie temu. Będzie to prawdopodobnie szczególnie dotyczyło osób, które mają problem z radzeniem sobie jednocześnie na różnych płaszczyznach ich życia, niepewnych swojej sytuacji- w domu, w pracy. Niestety, takich osób jest coraz więcej. Brak pewności siebie, niska samoocena przedkładają się na problemy z jakimi musimy się zmierzyć w dzisiejszym zabieganym świecie. Szukamy pomocy. To czy jest to wróżka, psychiatra, terapeuta, czy psycholog- zależy od naszych potrzeb, upodobań, czy wymagań. Czasem łatwiej jest zjawić się na spotkaniu u wróżki, która w zasadzie o nic nie pyta, daje gotowe rozwiązanie, na które wystarczy już tylko poczekać, by sie sprawdziło. Taka samospełniająca się przepowiednia to jednak nie jest dobry wyznacznik życia, szczególnie w momencie kiedy pojawia się ona zbyt często, zaczyna być nadużywana, aż wreszcie zaczyna nim rządzić, dominować. Ponadto co jeśli nie będzie ona pomyślna? Czy w takim wypadku również wypada nam siedzieć z założonymi rękami i nogami, czekając na serię nieszczęść, bo tak powiedziały karty? Może tutaj warto powołać się na stwierdzenie:” ciesz się nadzieją do ostatka, bo nadzieja głupich matka” i kiedy dobrniemy do sytuacji bez wyjścia, wreszcie porzucimy zbędne nadzieje po to by po prostu wziąć nasze życie w swoje ręce. To wydaje się być najlepszym i rajroztropniejszym życzeniem jakie możemy mieć.

 

astrology-993127_1920